Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni
Logo Teatru Miejskiego w Gdyni

Witold Gombrowicz (1904 - 1969) - patron Teatru

W lipcu 1939 roku Witold Gombrowicz wypłynął z Gdyni w rejs i już nigdy do ojczyzny nie powrócił. 11 marca 2000 Teatr Miejski w Gdyni przyjął jego imię obierając go swoim patronem. Matką chrzestną Teatru została żona pisarza Rita Gombrowicz, zaś ojcem chrzestnym - prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

- Ten pomysł narodził się w teatrze, z tego co działo się w nim podczas ostatnich dziesięciu lat - wspomina ówczesna dyrektor teatru Julia Wernio - Dużo wcześniej rozmawiałam z zespołem artystycznym na temat wyboru patrona. Padały różne nazwiska. Gombrowicz pojawił się wraz z Waldemarem Śmigasiewiczem i reżyserowanymi przez niego spektaklami "Ferdydurke" i "Iwoną, księżniczką Burgunda".

- Mam opowiedzieć moje życie w związku z moim dziełem? Nie znam ani mojego życia, ani dzieła. Wlokę za sobą przeszłość, jak mglisty ogon komety, a co do dzieła, też niewiele wiem, bardzo niewiele. Ciemność i magia... - powiadał Gombrowicz, który twórczość literacką rozpoczął od na pół fantastycznych opowiadań poświęconych głównie osobliwym przypadkom psychologicznym (zbiór "Pamiętnik z okresu dojrzewania" 1933, wyd. rozszerz. pt. "Bakakaj" 1957). Uwagę krytyki zwrócił groteskową powieścią "Ferdydurke" (1937), w której - demaskując rozmaite wzorce obyczajowe i kulturalne - sformułował główne tematy swej twórczości. Przed wybuchem wojny ogłosił sztukę "Iwona, księżniczka Burgunda" ("Skamander" 1938, wyd. osob. 1958, wyst. 1959) oraz powieść sensacyjną "Opętani" (druk 1939 pod pseudonimem Z. Niewieski w pismach codziennych). Po dłuższej przerwie napisał w Argentynie dramat "Ślub" i powieść "Trans - Atlantyk" (wyd. łączne Paryż 1953, wyd. krajowe 1957 z komentarzami autora). W pierwszym z tych utworów (wyst. krajowe 1974) pomyślanym jako transkrypcja snu i zarazem parodia tragedii szekspirowskiej, wyłożył najpełniej swoją filozofię stosunków międzyludzkich, w drugim określił m.in. swój stosunek do rodzimej tradycji kulturowej. Następnie wydał dwie powieści: w "Pornografii" (Paryż 1960), umiejscowionej w przekształconych realiach okupacyjnej Polski, skupił uwagę na - zbrodniczej niekiedy - fascynacji, jaką budzi młodość, w "Kosmosie" (Paryż 1965) zagłębił się w zagadkowe dziedziny psychologii erotycznej, badając relacje między przypadkiem a znaczeniem zdarzeń. Ostatnią jego sztuką jest parodystyczna groteska historiozoficzna "Operetka" (wyst. krajowe 1975). Wydał ją wraz z tomem prowadzonego od 1953 roku "Dziennika" (t. 1-3, Paryż 1957-66), w którym zestawiając osobiste i błahe nieraz rozważania z zaczepnymi polemikami i rozważaniami filozoficznymi - namalował najosobliwszy zapewne autoportret w polskiej literaturze.

Utwory Gombrowicza skupiają się wokół wielkich tematów formy i niedojrzałości, bogacących się stopniowo w coraz liczniejsze znaczenia. Człowiek w jego ujęciu nie jest nigdy sobą i poddany spojrzeniu bliźnich ulega - jak bohater "Ferdydurke" - obyczajowym, intelektualnym i społecznym formom (konwencjom, schematom), jakie wytwarzają się między ludźmi. Istnieje również, jak pisarz pokazuje w "Kosmosie", wewnętrzna logika rozwoju form, której człowiek może się tylko domyślać, nie wiedząc, czy nie ulega złudzeniom własnego umysłu. Wolność jednostki objawia się najpierw zdolnością do burzenia form, zwłaszcza przez śmiech, prowadzi zaś do odkrycia, że prawodawcą form nie jest moc transcendentna (np. Bóg, Natura, Konieczność Dziejowa), ale konkretny człowiek, choćby przerażony własną potęgą ("Ślub"). Życie toczy się między martwiejącą formą a bezkształtnym chaosem, a czynnikiem rozwoju jest - paradoksalnie - niedojrzałość, naładowana energią "niższość". Natręctwo niedojrzałości, w której Gombrowicz upatruje źródła piękna, każe mu ośrodkiem pisarskiej ciekawości uczynić brzydotę ("Iwona, księżniczka Burgunda"), sztubactwo ("Ferdydurke"), sarmacki prymitywizm ("Trans - Atlantyk"). Z latami nabiera ono coraz wyraźniejszego znaczenia erotycznego, które w pełni objawia się w "Pornografii" i następnie w "Operetce". Dla Gombrowicza sztuka rodzi się z fascynacji tym, co niekształtne, zmierza jednak zawsze do form skończonych. Aby pokonać tę sprzeczność, pisarz zaleca "dystans do formy", młodzieńczy i sceptyczny zarazem. Chcąc złączyć błahość i wielkość, śmieszność i powagę, chaos i porządek, proponuje w "Dziennikach" model osobowości dynamicznej i wewnętrznie ambiwalentnej: miarą autentyczności człowieka (twórcy) byłaby obfitość przemian, do których byłby zdolny, nie zaś stałość cech psychologicznych lub poglądów intelektualnych, która byłaby znakiem martwoty.

Odważna intelektualnie twórczość Gombrowicza łączy krytykę współczesnej kultury z przemyślaną postawą duchową, którą pisarz chciałby narzucić. Bliska niekiedy egzystencjalizmowi, różni się od niego akcentami sceptycyzmu i anachronizmu, a także formą przekazu, w której dominuje parodia i doprowadzony do mistrzostwa groteskowy humor.

Od ok. 1960 roku dorobek Gombrowicza budzi trwałe zainteresowanie na świecie: niemal wszystkie jego utwory zostały przełożone na kilkanaście języków: hiszpański (Argentyna i Hiszpania), angielski (Anglia i USA), francuski, niemiecki, włoski, holenderski, portugalski (także w Brazylii), serbsko-chorwacki, szwedzki, duński, norweski i japoński.

(na podstawie Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, hasło oprac. Jan Błoński)

Był człowiekiem
zorganizowanym i bardzo punktualnym. Stawiał swoje życie jako przykład. Wstawał o 9 rano. Po śniadaniu słuchał muzyki, najczęściej Beethovena. Po południu zajmował się korespondencją, grywał w szachy. Wśród ludzi zawsze prowokował jakąś sytuację. Zależało to od tego, w jakim charakterze ktoś przychodził. Nigdy nie był spontaniczny. Zawsze pozostawał strategiem. Miał dar dyskutowania. Kochał zwierzęta i nie mógł patrzeć na ich cierpienie. Szanował prywatne życie swojego psa. Otwierał mu drzwi i mówił: "A niech teraz sobie idzie uczyć się na ulicę".

Był pisarzem:
nigdy nikogo nie prosił o radę jak ma pisać. Mówił, że pisze w poczuciu wstydu. Robił to zawsze w poczuciu dyskrecji. Miał swój pokój, ale drzwi zostawiał otwarte.

Był Polakiem:
Polska była dla niego zawsze w centrum. Wszystko odbierał poprzez nią. Była jego pasją, całym życiem.

Był emigrantem:
nigdy się nie skarżył. Nie był męczennikiem emigracji. Dla niego emigracja była wyzwoleniem. Mówił często, że artysta, niezależnie od tego, gdzie się znajduje, jest zawsze na emigracji.