Katarzyna Fryc

Wolność i radość życia są w nas

Gazeta Wyborcza - Trójmiasto nr 277, 2016-11-28

"Lot nad kukułczym gniazdem" to jedna z najlepszych premier Teatru Miejskiego w Gdyni w ostatnich latach, a od czasu zeszłorocznego "Amadeusza" na pewno najlepsza. Filarem obu tytułów jest Piotr Michalski. Czy to przypadek, że dwie najciekawsze propozycje ostatnich lat, które przygotowała gdyńska scena na Bema, to spektakle poprzedzone genialnymi filmami Milosza Formana ("Lot nad kukułczym gniazdem" sfilmował w 1975 r. ,,Amadeusza" w 1984)? Jeśli dodać do tego sukces, który przed laty w gdyńskim Teatrze Muzycznym odniósł musical "Hair" (też przeniesiony na ekran przez Formana), układa się to w udany gdyński tryptyk inspirowany twórczością czeskiego mistrza.

Mężczyzna z przeszłością

"Lot nad kukułczym gniazdem" to dla każdego zespołu aktorskiego wyzwanie wyjątkowe. Potrzeba skompletowania 15 postaci, które udźwigną rolę pacjentów szpitala dla psychicznie chorych i personelu. Jest tyleż mobilizujące, co trudne. Zespół Teatru Miejskiego wyszedł z tej próby zwycięsko. Każda z postaci spektaklu w reżyserii Krzysztofa Babickiego jest na swój sposób charakterystyczna i odciska na nim swoje piętno. Podobnie jak efektowna scenografia Marka Brauna i kompozycje muzyczne Marka Kuczyńskiego.
Kluczem do obsady są dwie postaci głównych protagonistów machiawelicznej siostry Ratched (Dorota Lulka), która trzęsie oddziałem i wprowadza swoje porządki oraz charyzmatycznego McMurph'ego (urodzony do tej roli Piotr Michalski), mężczyzny z przeszłością na którym ciąży wyrok za gwałt, notorycznego hazardzisty, wolnego ptaka, który potrafi zjednać sobie ludzi i pociągnąć ich za sobą. Który nauczy ich, czym jest wolność i radość życia.

Galeria postaci

Grzegorz Wolf, który kilka lat temu w filmie Feliksa Falka "Enen" znakomicie zagrał główną rolę katatonicznego pacjenta szpitala psychiatrycznego, w gdyńskim spektaklu również wciela się w katatonika - Wodza Bromdena, postać kluczową dla dramaturgii spektaklu. Syn indiańskiego wodza, mężczyzna o wielkiej tężyźnie, wybiera strategię przetrwania, udając głuchoniemego. Jego kontakt ze światem - aż do przyjazdu McMurphy'ego - to głównie metafizyczny kontakt z jego przodkami i ziemią, z której pochodzi.
Szymon Sędrowski jest na scenie zakompleksionym i jąkającym się Billym, który tak jak pragnie kontaktu z kobietą, tak się tego boi, ze względu na reakcję matki, czym szantażuje go siostra Ratched.
Harding w wykonaniu Dariusza Szymaniaka - prezes Rady Pacjentów, to mężczyzna wycofany, ale inteligentny i świadomy swojego położenia.
Maciej Wizner, sceniczny Martini, nieustannie ma zwidy i omamy, nawet w koszykówkę gra z nieistniejącym partnerem.
Z kolei Cheswick Mariusza Żarneckiego to dbający o sprawność sportowiec, którego męczą natręctwa i obsesje seksualne.
Męczący się z tikami Scanlon w interpretacji Bogdana Smagackiego jest piromanem, który całą uwagę koncentruje na skonstruowaniu bomby, którą wysadzi świat w powietrze.
A Ruckly, grany przez Rafała Kowala, to po operacji lobotomii człowiek-warzywo: żadnych emocji, żadnego działania tylko podstawowe funkcje życiowe.

Słoneczko świeć nam, świeć

W taką grupę McMurphy próbuje tchnąć życie, wnieść trochę światła, a przede wszystkim namiastkę wolności. Ale napotyka na opór pozornie uroczej i łagodnej, ale wyjątkowo bezwzględnej i nieznoszącej sprzeciwu siostry Ratched, która każde spotkanie terapii grupowej zamienia w zbiorowy lincz ("stadko kur na zabawie w dziobanego" - mówi o tej terapii McMurphy), a potem - jakby nigdy nic - kończy je infantylną piosenką "Halo, słoneczko świeć nam, świeć".
W interpretacji Michalskiego - aktorskiego filaru tego przedstawienia - kreacja McMurphyego jest apoteozą wewnętrznej wolności jako stanu ducha i umysłu, za którą płaci się jednak wysoką cenę.