Tomasz Falba

Zwariowany teatr

Echo Miasta, 2006-02-22

Trójmiejskie media nie zostawiły suchej nitki na "Dniu świra", którego premiera odbyła się w ubiegłym tygodniu w Teatrze Miejskim w Gdyni. Wszystkie zarzuty sprowadzają sie do jednego: sztuka za mało przypomina film Marka Koterskiego pod tym samym tytułem. Może więc zamiast teatru postawić nowe kino?

Wbrew krytycznym opiniom to była udana premiera. Teatralna wersja "Dnia świra" Marka Koterskiego nie przypomina filmu. I bardzo dobrze. Oczywiście porównanie obu realizacji było nieuniknione. Ci, którzy przyszli zobaczyć "Dzień świra" w Teatrze Miejskim w Gdyni, mieli przecież film w głowach. Z kultowym już dziełem zmierzył się odważnie Tomasz Man. Śmiało można przecież powiedzieć, że choć wyszedł z tego pojedynku poharatany, to jednak nie przegrany.

Na szczęście bowiem Man nie skopiował po prostu Koterskiego. Jego "Dzień świra" jest znacznie mniej dosłowny, co podkreśla jeszcze niezwykle oszczędna scenografia. Podobnie jest z rolą głównego bohatera "Dnia świra", Adasia Miałczyńskiego. Sfrustrowanego i zaplątanego w absurdy dnia codziennego polonistę, jak pamiętamy, genialnie gra w filmie Koterskiego Marek Kondrat. Na deskach widzimy w tej roli Bogdana Smagackiego. Jego interpretacja tej postaci jest znacznie cieplejsza niż Kondrata. Miałczyński Smagackiego jest przez to bardziej sympatyczny i, mimo wszystko, bliższy widzom. Duże brawa należą się także odtwórcom ról drugoplanowych i muzyce.

"Dzień świra" ma wszystko, dzięki czemu może stać się przebojem Teatru Miejskiego w Gdyni. Na spektakl ciągnąć będą zapewne tłumy. W interesie placówki i widzów byłoby więc granie go na dużej scenie. Na nic najlepsza nawet robota, kiedy nie można jej zobaczyć.