Żegnamy Piotra Cieplaka
Trudno nam dobrać słowa, które będą wystarczające, by móc Go pożegnać. Nie chcemy się żegnać. Chcemy pamiętać. Jego wrażliwość, talent, spokój, uważność, wizjonerstwo, człowieczeństwo.
Na morzu trójmiejskiej kultury, a dokładnie – teatru, w 2010 roku zdarzyły się, moim zdaniem, dwa sztormy. Oba w Gdyni – pisze Monika Brand w Gazecie wyborczej – Trójmiasto.
Gdyby to ode mnie zależało, nagrodę Sztorm Roku w kategorii teatru otrzymaliby ex aequo reżyserzy Grażyna Kania i Wojciech Kościelniak. Dzięki nim, dostaliśmy w ubiegłym roku dwa świetne – nowoczesne i poruszające – spektakle. Tak się złożyło, że oba w Gdyni. I oba o trudnych uczuciach, niemożliwych do spełnienia.
W Teatrze Muzycznym Wojciech Kościelniak wystawił „Lalkę” wg powieści Bolesława Prusa z 1887 roku, a w Teatrze Miejskim Grażyna Kania – „Lilioma”, dramat Ferenca Molnara z 1909 roku. Teksty, wydawałoby się – ramoty. Nic z tych rzeczy. W Gdyni zaserwowano nam jak najbardziej współczesny teatr.
„Lalka” Kościelniaka, to dla mnie musical doskonały – wszystkie elementy współgrają tu z sobą – temat (reżyser położył nacisk na sferę uczuć, targających Wokulskiego i Łęcką, eksponując ich ponadczasowość, co ma swe odbicie w scenografii), muzyka (dixielandowe brzmienia Piotra Dziubka), dowcipna choreografia (mechaniczny ruch aktorów-marionetek), pogłębione aktorstwo, dalekie od powierzchownej gry, znanej z teatrów muzycznych (brawo dla Wokulskiego Rafała Ostrowskiego i Łęckiej Reni Gosławskiej!). „Lalka” to melanż melancholijnego retro i nowoczesnego teatru muzycznego, którego Kościelniak od lat jest głównym sprawcą. Jeśli nie dostanie Sztormu, to może Paszport Polityki? Oby.
O potężnej sile miłości, wobec której – jak Wokulski – staje też bezradny Liliom, bohater węgierskiej sztuki, opowiedziała Grażyna Kania. A tą świetną tytułową rolą, poprowadzoną na kontrze do wcześniejszych, pożegnał się z gdyńską publicznością Dariusz Siastacz. Kania uruchomiła nowe aktorskie pokłady nie tylko u Siastacza, ale i u całej 10-osobowej obsady spektaklu. Dzięki niej gdyński zespół odżył i pokazał, że stać go naprawdę na wiele. Jednak „Liliom” to spektakl nie tylko o uczuciu, które przerasta bohaterów; przede wszystkim, to bolesna diagnoza społeczeństwa w czasach kryzysu. Bezrobocie, bieda, wykluczenie, wreszcie samobójstwo. Po „Liliomie” [na zdjęciu] ciężko było zasnąć. Szkoda, że to przejmujące przedstawienie, wnoszące świeży oddech w zatęchłe mury Miejskiego, praktycznie zeszło z afisza.
Trudno nam dobrać słowa, które będą wystarczające, by móc Go pożegnać. Nie chcemy się żegnać. Chcemy pamiętać. Jego wrażliwość, talent, spokój, uważność, wizjonerstwo, człowieczeństwo.
Trudno uwierzyć, że mija już kolejny rok, jak odszedł od nas Paweł Huelle, przyjaciel teatru, wieloletni kierownik literacki i dramaturg w naszym zespole.
Ponowna rekrutacja na bezpłatne warsztaty w Teatrze Miejskim!