Grażyna Antoniewicz

Nie tak trudno zdobyć arszenik

Polska Dziennik Bałtycki nr 239, 2020-10-11

Cyniczny uwodziciel, zakochany pułkownik, nieśmiały dziedzin fortuny, bezwzględna i podstępna Fanny - cała plejada cudownie, barwnych postaci pojawiła się na scenie Teatru Miejskiego w Gdyni, gdzie w sobotę odbyła się premiera sztuki „Rozważna i romantyczna" - zrealizowana na podstawie słynnej powieści Jane Austen. Ci, którzy nie czytali książki na pewno widzieli świetny film z Hugh Grantem i Emmą Thompson.

Sandra Szwarc przygotowała znakomitą adaptację teatralną, wierną fabule, z dużym szacunkiem dla Jane Austen, a jednocześnie bardzo aktualną. Nie słyszymy archaicznego języka, nie ma sytuacji, które nie mogłyby się wydarzyć współcześnie. Na scenie oglądamy historię miłosną, bardzo zawiłą, bo miłości jest tam przynajmniej kilka. Są one skomplikowane, ale przede wszystkim spotkania, porozumienie pomiędzy ludźmi utrudniają konwenanse i sztywne ramy środowiska. Tak było w osiemnastym wieku w Anglii i paradoksalnie, tak jest też dziś.
Na łasce krewnych
Historia jest z pozoru banalna. Gdy umiera ojciec sióstr Dashwood, los Eleonory, Marianny i Małgorzaty spoczywa w rękach ich przyrodniego brata Johna. Chciałby on otoczyć dziewczęta i ich matkę opieką - jest jednak pantoflarzem, przydeptanym butem swojej żony, pazernej i bezwzględnej Fanny. Siostry muszą więc opuść dwór i szukać nowego, tańszego domu. A ponieważ nie mają dochodów, ani męża skazane są na łaskę dalszych, bogatych krewnych. Szansą na poprawę bytu jest dla nich zamążpójście. Nie jest to łatwe, bowiem nie mają posagu.
Bez tradycyjnych rekwizytów
Scenograf Natalia Kołodziej nie próbowała odtworzyć dworku ani posiadłości w hrabstwie Devon. Zbudowała wielką ramę drzwi, które mogą być wejściem do dworu, lub do Londynu. Dekoracja jest umowna i piękna, ale stanowi nie lada wyzwanie dla aktorów, którzy nie mając tradycyjnych rekwizytów typu krzesło, stół, kanapa muszą jednak zagrać te różne przestrzenie, na wsi, w mieście, w powozie i bryczce. Udaje się to m.in. dzięki ruchowi scenicznemu przygotowanemu przez Bartosza Bandurę. Zachwycają gesty i ruchy postaci, konsekwentne od początku do końca. Każdy z bohaterów ma własny, czasem wymyślny, czasem zabawny ukłoni. Natalia Kołodziej cudownie ubrała aktorów w kostiumy w stylu epoki.
Pani Jennings wkracza do akcji
Aktorzy grają znakomicie. Uśmiechamy się, gdy na scenę wkracza, a raczej wbiega Pani Jennings, w tej roli Beata Buczek-Żarnecka, każdym swoim pojawieniem budząc niekłamaną radość na widowni. Bardzo oszczędnymi, delikatnymi, ale dojrzałymi środkami wyrazu postać matki stworzyła Elżbieta Mrozińska. Jest mądra i kochająca, widzimy tę miłość w jej oczach, czułym uśmiech. Pogodziła się z sytuacją. Czego nie można powiedzieć o córkach.

- Podobno nie tak trudno zdobyć teraz arszenik - mówi na początku sztuki Marianna.
- Nie mówisz poważnie - niepokoi się Eleonora.
- Dlaczego? Cała ta sytuacja jest niepoważna. Niepoważna i okrutna - odpowiada Marianna.

Cóż, nie dziwimy się siostrom, kiedy widzimy, jak traktuje je Fanny, żona Johna Dashwooda. Gra ją Monika Babicka, tak przekonująco, że zapewne niektóre osoby na widowni miały ochotę rzucić w nią czymś ciężkim. Nowy aktor w zespole, Krzysztof Berendt jako jej mąż jest zabawny i irytujący. To udana rola. W Mariannę wcieliła się Weronika Nawieśniak, w Eleonorę Agnieszka Bała, a 12-letnią, wścibską i zabawną Małgorzatę, podglądającą wszystkich przez lornetkę zagrała Martyna Matoliniec. Wszystkie siostry są urocze i budzą sympatię widowni. Wśród godnych zapamiętania ról jest też Pułkownik Brandon Rafała Kowala i bogaty, ale skromny Edward - Maciej Wizner.
Muzykę przygotował Dominik Strycharski, z dużym szacunkiem dla epoki, bo wykorzystuje brzmienie dawnych instrumentów, ale filtruje je przez nowoczesne formy muzyczne.
Przedstawienie w znakomitej, precyzyjnej reżyserii utalentowanej Aliny Moś-Kerger wzrusza i bawi. Gorąco polecam.