Plakat PRAWDA. KOMEDIA MAŁŻEŃSKA

Florian Zeller

Premiera

PRAWDA. KOMEDIA MAŁŻEŃSKA

Kto z Państwa nigdy nie zdradził…albo chociaż nie pomyślał o zdradzie, nie miał na nią ochoty, albo chociaż o niej nie rozmawiał? Czy jest ktoś taki na sali?

Dwa małżeństwa. Czworo przyjaciół. Kilka tytułowych prawd. Bo po co mówić prawdę, jeśli ona rani? A dlaczego nie kłamać, jeśli to chroni? Autor stawia pytanie o uczciwość w miłości, podważając przekonanie, że w ogóle jest ona możliwa.
W „Prawdzie” zdradzają wszyscy, a my na to patrzymy i się z tego śmiejemy… Bezpiecznie, z teatralnej widowni, bo przecież… nas to nie dotyczy…

Realizacja

Przekład: Barbara Grzegorzewska

Reżyseria i opracowanie muzyczne: Zbigniew Rybka
Scenografia i kostiumy: Andrzej Sadowski
Światło: Marek Perkowski
Asystent reżysera: Szymon Sędrowski
Producentka: Ewa Szulist
Suflerka: Ewa Gawron
Inspicjent: Krzysztof Dąbek


Czas trwania: 2h (bez przerwy)

Występują

Recenzje

Czy ktoś tu nie kłamie?

Po tekst Floriana Zellera od momentu jego pierwszego wystawienia w 2011 roku sięga coraz więcej teatrów w Europie. Teraz przyszła kolej na Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Jego realizacji podjął się Zbigniew Rybka.

Czytaj więcej

Czy ktoś tu nie kłamie?

Michał i Laura, Alicja i Paweł. Przedstawiciele klasy średniej, dwa szczęśliwe małżeństwa z długoletnim stażem. Ludzie, którzy przyjaźnią się ze sobą od wielu lat i nie mają przed sobą tajemnic. Albo nie mówią prawdy. To znaczy, prawdę mówią, ale nie całą. To z szacunku, oczywiście.
Nikt nie wie, kto prawdę mówi, a kto kłamie, kto udaje, że prawdy nie zna, a kto nie zna jej wcale. Czy może jednak wszyscy prawdę znają, a nie zna ten, który kłamie najwięcej? Tylko kto? Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Michał (Szymon Sędrowski w roli wprost stworzonej dla niego), którego drogę do poznania prawdy widz może prześledzić od początku do końca. Skupiony na sobie biznesmen wciąż odwraca kota ogonem, zupełnie tego nie zauważając. Co więcej, gubi się w swoich kłamstwach. Z niebywałą lekkością, jak mu się wydaje, lawiruje między osobnymi prawdami, tworzonymi przez siebie na potrzeby chwili, które z prawdą zbyt wiele wspólnego nie mają. Ale przynajmniej sam jest zachwycony własnymi pomysłami na coraz to nowsze wersje wydarzeń. Zależy mu tylko na tym, by utrzymać status quo, niezależnie od tego, jak wysokie koszty miałby ponieść . W końcu nie robi nikomu nic złego, on tylko nie mówi prawdy… Ale przecież w żadnym wypadku nie kłamie! Postać Michała wykreowana przez Sędrowskiego jest, co oczywiste w komedii, przerysowana, lecz choć wiodąca (co wynika z konstrukcji tekstu), można odnieść wrażenie, że aktor zagarnia całą scenę jakby tylko dla siebie. Tak, jak gdyby inne postaci nie miały szans na swoje pięć minut. Diametralnie odmienną kreację tworzy Maciej Wizner, wcielający się w Pawła. Jest zdystansowany i śmiertelnie poważny, albo… tak dobrze kłamie. Nie jest dla mnie jednak niestety pewne, czy jako Paweł, czy jako aktor. Choć grę obu aktorów ogląda się z przyjemnością i oprócz tych drobiazgów nie można nic jej zarzucić, bardzo chciałabym zobaczyć spektakl, w którym mężowie zamieniają się rolami. To mógłby być naprawdę ciekawy eksperyment.
Komedia w trochę mniejszym stopniu eksponuje żony protagonistów, Alicję (Agnieszka Bała) i Laurę (Monika Babicka), jakby odwzorowując wciąż obecne w naszej kulturze patriarchalne postrzeganie świata. Jednak obie aktorki wycisnęły ze swoich ról ile tylko się dało, dzięki czemu różnica jest niemal niewyczuwalna. Zarówno postać Alicji, jak i postać Laury są z konsekwencją prowadzone przez całe przedstawienie. Alicja przestraszona kłamstwami, w których żyje i Laura przymrużająca oko na łgarstwa męża są w tym szczere do bólu albo… albo one też tak dobrze kłamią.
Zbigniew Rybka sięgnął po tekst, który jest gwarantem sukcesu. Wartkie i błyskotliwe dialogi wzbudzają na widowni lawiny śmiechu. Dzięki kilku prostym zabiegom, oraz właściwemu poprowadzeniu aktorów, pozwolił komedii wybrzmieć w pełnej krasie. I o to właśnie chodzi! Co bardziej refleksyjni widzowie będą mogli po spektaklu zastanowić się przez chwilę nad postawami współczesnego człowieka – na czym mu najbardziej w życiu zależy. Na tej wielokrotnie przywoływanej prawdzie, czy może jednak tylko na samym sobie…
Spektakl o zdradzie, w którym do samego końca nie wiadomo kto kogo okłamuje, w którym bohaterowie co i rusz demaskują się wzajemnie i tak często odwracają przysłowiowego kota ogonem, że widz w pewnym momencie z satysfakcją zaczyna prześcigać się z nimi w demaskowaniu ich wzajemnych kłamstw, zdecydowanie można polecić każdemu, kto chce spędzić przyjemny wieczór w teatrze. Jednak najlepszą recenzją spektaklu niech będą popremierowe owacje na stojąco i liczne pochlebne komentarze widzów w kuluarach

„Prawda” naprawdę zabawna

Funkcjonują, jak twierdzą znawcy zagadnienia, cztery podstawowe definicje prawdy. Sobotnia premiera w Teatrze Miejskim była potwierdzeniem jeszcze jednego rodzaju prawdy, obiegowej: że o prawdzie i kłamstwie można napisać zgrabną komedię. A do tego jeszcze przedstawienie dowodzi, że jeśli taką sztukę...

Czytaj więcej

„Prawda” naprawdę zabawna

Kwartet do kwadratu
Florian Zeller, francuski dramaturg, stworzył w swojej „Prawdzie” sytuację w farsowych komediach powielaną od nie wiadomo jak dawna: mąż zdradza żonę i musi się potężnie nagimnastykować, by ta prawda nie ujrzała światła dziennego. W „Prawdzie” sytuacja podniesiona jest nawet do kwadratu, bo par mamy dwie i sytuacje zdrad także dwie, na krzyż: główny bohater Michał (Szymon Sędrowski) umawia się na seks w hotelikach z Alicją (Agnieszka Bała), żoną swego najlepszego przyjaciela Pawła (Maciej Wizner), Paweł zaś, niejako równolegle, sypia z Laurą (Monika Babicka), żoną Michała. Jak te dwie prawdy w małżeńskim kwartecie ukryć, a także jak je umiejętnie i w odpowiednim dla siebie momencie ujawnić – to cała treść sztuki. Z pewnym finalnym morałem.
Oszukany łgarz
Sztuka została rozpisana na kwartet aktorów, ale rola Michała jest w tej konfiguracji jednak pierwszoplanowa, trochę na zasadzie pierwszych skrzypiec w smyczkowym kwartecie. Grający Michała Szymon Sędrowski rozegrał swoją partię koncertowo. W scenie hotelowej schadzki z Alicją widzimy najpierw zadowolonego z siebie, jurnego byczka, któremu wydaje się, że w swoim życiu złapał Pana Boga za nogi: ma dobrą pracę, bezkonfliktową i wciąż atrakcyjną żonę, miłą odskocznię w postaci kochanki, żony najlepszego przyjaciela, z którym, do kompletu, regularnie spotyka się na partie tenisa i te partie regularnie wygrywa. Trzeba czegoś więcej do szczęścia?
Tyle że cała sytuacja zaczyna się stopniowo wymykać Michałowi z rąk. Śledzimy jego wyczyny trochę tak, jak zjazd narciarza alpejskiego, który w pewnym momencie slalomu potrącił tyczkę, jeszcze utrzymał się na nogach, ale na kolejnej tyczce było już gorzej, potem jeszcze gorzej, aż po śmieszny upadek. Najśmieszniej robi się wtedy, gdy ten notoryczny łgarz zaczyna się orientować, że sam jest oszukiwany przez innych, tyle że skuteczniej, bo na zimno.
Sędrowski tę przemianę od zadowolonego z siebie faceta po chodzącego z rozdziawioną buzią i kompletnie skołowanego- świetnie odegrał. Co prawda ekspresja Sędrowskiego może się wydawać z czasem powtarzalna, ale jest też w jego roli wiele małych perełek, choćby scena, gdy zatyka go szklanka whisky, wypita duszkiem przed decydującą rozmową z Pawłem. Takich drobnych, dopracowanych elementów jest w roli Sędrowskiego wiele.
Sposób na życie
Zeller tak swoją sztukę napisał, że główny bohater znajduje się przez cały czas w centrum, a pozostałe postacie w jej tle. Nie można więc mieć pretensji do pozostałych aktorów, że nie idą tu w zawody z Sędrowskim. Może to nawet dobrze (choć dziwnie się składa…), że przeciwwagą dla ekspresji Sędrowskiego jest ich powściągliwa, opanowana gra (zwłaszcza Wiznera i Babickiej). Gdyby reżyser Zbigniew Rybka docisnął bardziej pedał gazu i poszedł w grubo zarysowaną farsowość, mogłoby to na koniec zmęczyć. A tak – Teatr Miejski zaprasza na świetną zabawę, udany wieczór, który, wierzę, okaże się kasowym przebojem.
A morał? Morał taki, że jak już kłamać, to dobrze, czyli na zimno. A kłamać trzeba, bo bez łagodzącego prawdę kłamstewka życie ludzi ze sobą byłoby nie do wytrzymania.»

One man show – recenzja „Prawdy. Komedii małżeńskiej”

W „Prawdzie. Komedii małżeńskiej” Michał (Szymon Sędrowski) dwoi się i troi, by utrzymać jak najlepsze relacje z żoną, przyjacielem i kochanką Alicją (Agnieszka Bała). „Prawda. Komedia małżeńska” to jeden z tych spektakli, gdzie niemal wszystko zależy od aktorów. W tym...

Czytaj więcej

One man show – recenzja „Prawdy. Komedii małżeńskiej”

Komedii małżeńskich z przewodnim motywem zdrady i kłopotów, jakie z niej wynikają, mamy w teatrach wiele. Sztukę „Prawda. Komedia małżeńska” francuskiego dramatopisarza Floriana Zellera wyróżniają na ich tle przede wszystkim proporcje. Używając nomenklatury muzycznej, to nie jest sztuka dla kwartetu, tylko dla solisty i trójki akompaniatorów.
Poznajemy dwie pary, które łączą pewne tajemnice i całe mnóstwo niedomówień. Pozornie to sytuacja, jakich wiele. On jest niezbyt lotnym, ale uroczo niezdarnym kłamcą, a przy tym urodzonym szczęściarzem – żyje w statecznym związku małżeńskim z dwudziestoletnim stażem, ma przyjaciela, na którego zawsze może liczyć, a raz czy dwa razy w tygodniu spotyka się z jego żoną, skutecznie urozmaicającą mu przerwy między kolejnymi stresującymi spotkaniami z klientami. Czasem zrobi kochance wyrzuty, gdy ta – targana wyrzutami sumienia – zechce przyznać się do wszystkiego mężowi. By utrzymać w rękach kontrolę nad tym, jaka „prawda” wyjdzie na jaw, musi się jednak mocno nagimnastykować. Zwłaszcza że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje…
Rola Michała jest kluczowa dla powodzenia spektaklu. Szymon Sędrowski wywiązuje się ze swojego zadania bardzo dobrze.
W gdyńskiej wersji sztuki Zellera Michał ma pełne ręce roboty i kłamstwo na każdą okazję zarówno dla żony Laury, jak i przyjaciela Pawła. Przy okazji zręcznie lawiruje między swoimi pół- i ćwierćprawdami serwowanymi żonie Pawła – Alicji. „Prawda” okazuje się bardzo gdyńską komedią nie tylko dzięki spolszczonym imionom bohaterów. By sztuka nabrała kolorytu lokalnego, akcję dramatu umieszczono w Gdyni. Ten bardzo częsty dla gdyńskich produkcji zabieg tym razem wydaje się zupełnie zbędny, na szczęście nie osłabia jednak wymowy spektaklu.
Reżyser przedstawienia, Zbigniew Rybka, miał okazję przećwiczyć tekst „Prawdy” w Teatrze Powszechnym w Radomiu, gdzie sztukę Zellera wystawił dwa i pół roku temu. Być może dlatego akcja komedii toczy się wartko, w dobrym rytmie, wyznaczanym przez sceny zakończone „stopklatką”, wyciemnieniem i motywem muzycznym. Wszystko zaś rozgrywa się w wielofunkcyjnym wnętrzu stylizowanym na surowe w wystroju wnętrze, spełniające rolę nowoczesnego mieszkania klasy średniej, pokoju hotelowego lub szatni kortu tenisowego (scenografia Andrzeja Sadowskiego). To przestrzeń, w której Szymon Sędrowski w roli Michała próbuje uwieść bohaterów „Prawdy” i publiczność gdyńskiego spektaklu, w czym (przynajmniej podczas premiery) odnosi pełen sukces. Gra raptusa i słodkiego drania jednocześnie, poruszającego się w delikatnej materii zdrady z gracją słonia w składzie porcelany. Swój egoizm, małostkowość i poczucie komfortu Michał Sędrowskiego ubiera w najwymyślniejsze słowa, poparte zabawnymi gestami i przerysowaną mimiką troglodyty. Tokuje przy tym nieprzerwanie, wydobywając z siebie wartkie potoki słów, nie przestając przy tym kokietować wszystkich zarówno na scenie, jak i na widowni.
Aktorsko kroku dotrzymuje mu tylko Maciej Wizner który w roli przyjaciela Michała, Pawła, błyszczy podczas epizodu męskiej rozmowy na trudne tematy.
Pozostałe role są tak zbudowane, że grający je aktorzy nie mają szans zabłysnąć na dłużej niż chwilę. W gdyńskim spektaklu udaje się to jednak tylko Maciejowi Wiznerowi, który jako Paweł świetnie rozgrywa scenę męskiej rozmowy w roli ofiary (…) W tej sytuacji niemal całą przestrzeń spektaklu wypełnia Szymon Sędrowski, tworząc swój one man show.
„Prawda. Komedia małżeńska” zawiera wszystko to, czego oczekiwać należy od dobrej komedii: zgrabne dialogi, odpowiednie tempo i dynamikę, komizm sytuacyjny, liczne przebieranki (kostiumy bohaterów dobrze skompletowane przez Andrzeja Sadowskiego) i dobrą grę aktorską, którą tym razem zapewnia przede wszystkim Sędrowski, nie od dziś jeden z liderów Miejskiego w komediowym graniu.
Tekst Zellera oczywiście pełen jest przekory, ale trudno doszukiwać się w nim drugiego dna, czego nie robi, na szczęście, również reżyser. I chociaż gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że obśmiewamy sytuację bohaterów, która dla wszystkich, którzy zetknęli się z nią w rzeczywistości, wiąże się z wręcz przeciwnymi reakcjami od tych, wywoływanych przez „Prawdę”, to odrobina dystansu na pewno nie zaszkodzi. Dla wielbicieli sprawnie skrojonych komedii to pozycja z pewnością godna uwagi.