Plakat SAMMY

Ken Hughes

Premiera

SAMMY

On ma talent, wyobraźnię i słabość do wyścigów konnych. Narobił sobie tym kłopotów, pilnie potrzebuje pieniędzy i zrobi wszystko, by je zdobyć. Nie ma żartów, idzie po niego macedońska mafia. Ona pięknie śpiewa i szuka prawdziwej miłości. Czy ją znajdzie, czy pomogą jej w tym angielska policja, Boney M, Lew i Blaszany Drwal…?
Co z tym wszystkim zrobić? Może po prostu… Zaśpiewaj to, Sammy!

 

Realizacja

Opracowanie tekstu i reżyseria: Andrzej Mańkowski
Przekład: Małgorzata Semil
Scenografia i kostiumy: Sabina Czupryńska
Muzyka: Tomasz Stroynowski
Suflerka: Ewa Gawron
Inspicjent: Maciej Sykała
Producentka: Ewa Szulist

Miejsca są nienumerowane, spektakl odbywa się na małej scenie.


Czas trwania: 75 minut bez przerwy

Występują

Recenzje

„Sammy ma kłopoty”

„Sammy” w reż. Andrzeja Mańkowskiego w Teatrze Miejskim w Gdyni. Pisze Katarzyna Fryc w Gazecie Wyborczej – Trójmiasto.

Czytaj więcej

„Sammy ma kłopoty”

Rafał Kowal z Teatru Miejskiego w Gdyni to aktor z niewykorzystywanym przez lata potencjałem. Za sprawą Andrzeja Mańkowskiego, adaptatora i reżysera spektaklu „Sammy”, najnowszej premiery gdyńskiej sceny, dostał wreszcie pole do popisu
Rafał Kowal (niezapomniany Książe Filip w spektaklu „Iwona, księżniczka Burgunda”, Anioł w „Anioł zstąpił do Babilonu”, Segismundo w „Życie jest snem”, Nikos w „Zorbie” na plaży w Orłowie), dawno nie miał w Teatrze Miejskim porządnej dużej roli na miarę swoich możliwości. W ostatnich latach pojawiał się albo w epizodach, albo jako autor kompozycji i opracowań muzycznych spektakli sceny na Bema. A szkoda, bo to aktor o niewykorzystanym potencjale.
Szansę na popisowy monodram dał mu dopiero Andrzej Mańkowski, gdyński reżyser kojarzony dotąd z produkcjami filmowymi albo sceną młodzieżową, który na małej scenie Teatru Miejskiego wystawił tragikomedię zmarłego w 2001 r. Kena Hughesa „Sammy”.
„Sammy” to historia kilku godzin życia niespełnionego londyńskiego muzyka Sammy’ego Ellermanna (ciekawie poprowadzona, pełna napięć i odcieni rola Rafała Kowala), który przepuściwszy gotówkę na wyścigach konnych próbuje pieniądze pożyczyć, zarobić, wyłudzić…, byle tylko nie ruszając się z domu zdobyć dwa tysiące funtów, po które za chwilę zapuka macedońska mafia.
„Sammy” to tytuł rzadko w Polsce wystawiany, choć przed laty w przedstawieniach Teatru Telewizji w tytułowej roli wystąpili Zbigniew Cybulski i Roman Wilhelmi. Tekst był też zaadaptowany dla potrzeb Teatru Polskiego Radia, co akurat zrozumiałe, bo jest idealnie skrojony dla potrzeb słuchowiska. Składa się bowiem z telefonicznych rozmów głównego bohatera, przeplatanych skomponowaną przez niego piosenką.
Andrzej Mańkowski, reżyser gdyńskiego spektaklu i autor opracowania tekstu, dodał do tego jeszcze trzeci element: kapitalnie zainscenizowane przerywniki, które są ilustracją a to radiowej relacji z wyścigów konnych, a to paru popularnych piosenek, a to… Nie, finałowej końcówki nie zdradzę, żeby nie psuć zabawy.
Ramą tych przerywników (w dosłownym słowa znaczeniu) jest scenograficzny pomysł Sabiny Czupryńskiej (autorki kostiumów i scenografii), która ten zabieg wpisuje w zabawny nawias. A w nim znajdziemy dwie przekomiczne figury: Szymona Sędrowskiego (ten aktor aż prosi się o dużą komediową rolę!) i Macieja Wiznera, którzy przeistaczają się w kolejne postaci pop kultury. Jedyną damą w tym towarzystwie jest jak zwykle świetnie wykonująca solowe partie wokalne Dorota Lulka jako Patsy, która zostawia męża, by być z Sammym. O muzykę w spektaklu zadbał Tomasz Stroynowski – pianista, kompozytor i nauczyciel muzyki, któremu Mańkowski poświęcił wcześniej dwa filmy dokumentalne.
Sobotnia premiera „Sammy’ego”, która może się podobać ze względu na porządne wykonawstwo i konwencję „pół żartem, pół serio”, to kolejna po „Kolacji dla głupca” czy „Chorym z urojenia” propozycja repertuarowa, która ma zapewnić Miejskiemu pełną widownię. Niezbyt wyrafinowana, niestawiająca widzowi dużych wymagań, ale lekka, niepozbawiona uroku i sprawnie poprowadzona dramaturgicznie. Dobry pomysł na wieczorny relaks.

„Zostań moim pragnieniem”

„Sammy” w reż. Andrzeja Mańkowskiego w Teatrze Miejskim w Gdyni. Pisze Grażyna Antoniewicz w Polsce Dzienniku Bałtyckim.

Czytaj więcej

„Zostań moim pragnieniem”

Współczesny Londyn, na scenie Sammy Ellerman, muzyk, kompozytor ze słabością do wyścigów konnych. Poznajemy go, gdy koń, na którego postawił przegrał, a ukochana Patsy, właśnie opuściła dla niego męża i z walizeczką czeka w kawiarni, bo nie ma się gdzie podziać. Tymczasem Sammy, w tej roli Rafał Kowal, musi zdobyć dwa tysiące funtów. Niby niewiele, ale pożyczył je od macedońskiej mafii i na ich oddanie ma zaledwie kilka godziny.
Tak zaczyna się sztuka „Sammy” Kena Hughesa, brytyjskiego reżysera, scenarzysty i producenta. Napisał ją w 1958 roku, lecz tekst jest aktualny. I dzisiaj lepiej oddawać pieniądze mafii.
W Polsce sztuka była realizowana dwukrotnie. Po raz pierwszy – w 1962 roku Jerzy Gruza, zrobił teatr telewizji ze Zbigniewem Cybulskim jako głównym bohaterem (krytyka oceniła, że była to jedna z najlepszych ról Cybulskiego). Po latach, w 1990 roku, w Sammy’ego Lee wcielił się równie wielki Roman Wilhelmi.
Zmierzyć się z takimi legendami aktorskimi to nie lada wyzwanie. Rafał Kowal mu sprostał. Jako Sammy wzrusza nas i bawi – z napięciem kibicujemy mu, gdy coraz bardziej przerażony stara się zdobyć pieniądze. Musi szybko tanio kupić i drożej sprzedać 100 lalek mówiących, 45 butelek whisky, dwa tysiące peleryn przeciwdeszczowych i 50 tuzinów perskich kieliszków. Ma jeszcze fotel po mamie – ale to cenna pamiątka… Bohater dwoi się i troi, ścigając z czasem. Rozmawiając przez telefon wciela się w różne postacie. Między jedną transakcją a drugą komponuje piosenkę, którą też w desperacji próbuje zastawić w lombardzie.
Ale nie jest to kryminał, lecz opowieść o samotności i uczuciu. Sammy – to pięknie poprowadzona przez Rafała Kowala postać. Aktor jest swobodny, współczesny w środkach wyrazu, pełen prawdy. Ta rola mieni się wieloma odcieniami.
Reżyser Andrzej Mańkowski starał się uatrakcyjnić spektakl i wymyślił rzecz arcyzabawną – dwóch panów Jockerów. Jest Joe (w tej roli Maciej Wizner) i John (Szymon Sędrowski). Stanowią przerywniki akcji, jakby dowcipny komentarz. Cudownie bawią. Najpierw pojawiają się jako nieco sepleniący sprawozdawcy na wyścigach, potem wzbudzają śmiech na widowni w strojach żeglarskich – jako zespół muzyczny. Czegóż to oni nie wyczyniają!
Pomysłom reżysera dzielnie sekunduje scenograf Sabina Czupryńska, ładnie aranżując pokój Sammy’ego. Z boku sceny wymyśliła pomysłowo niby-okno kamienicy, z którego widać słynny londyński Big Ben. Kiedy okno roleta się odsłania, pojawiają się Jockerzy – Joe i John.
Andrzej Mańkowski prowadzi przewrotną grę z widzem, w lekko żartobliwy nawias biorąc wydarzenia. Stara się uatrakcyjnić tekst, który tak naprawdę jest melodramatem. Opowieścią Sammy’ego o nim samym, o jego miłości do Patsy. Pisząc swoją piosenkę wyznaje: Zatracony, bez drogi, bez celu, w magmie zdarzeń jak ślepiec wciążbrnę, nie umiem znaleźć cię (…) wciąż tonący brzytwy się chwytam (…) Zostań moim pragnieniem, zanim zniknie ten dzień.
„Sammy” to kawałek tradycyjnego teatru, opartego na solidnym aktorstwie. Szkoda tylko, że reżyser zepsuł efekt, wymyślając finał, który rozbija nastrój i wprawia widza w osłupienie. Patsy, ukochaną Samma, zagrała Dorota Lulka – pięknie jak zawsze śpiewając.»

„Sammy”, czyli gra o życie na wesoło – o premierze Teatru Miejskiego

Sztuka Kena Hughesa przenosi nas do Londynu. Sammy Ellterman właśnie wpadł w tarapaty, bo koń, na którego postawił pieniądze, minimalnie przegrywa gonitwę. Dlatego dług Sammy’ego rośnie, a cierpliwość niejakiego Dragana z macedońskiej mafii właśnie się wyczerpała. Niezbyt ceniony muzyk dostaje...

Czytaj więcej

„Sammy”, czyli gra o życie na wesoło – o premierze Teatru Miejskiego

Nowa premiera Teatru Miejskiego w Gdyni nie pozbawiona jest uroku tekstów Woody’ego Allena, absurdu, komizmu sytuacyjnego i odrobiny allenowskiej refleksji(…)

Sztuka Kena Hughesa przenosi nas do Londynu. Sammy Ellterman właśnie wpadł w tarapaty, bo koń, na którego postawił pieniądze, minimalnie przegrywa gonitwę. Dlatego dług Sammy’ego rośnie, a cierpliwość niejakiego Dragana z macedońskiej mafii właśnie się wyczerpała. Niezbyt ceniony muzyk dostaje ultimatum: musi oddać dwa tysiące funtów za cztery godziny albo zajmą się nim ludzie Dragana. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym Sammy odkryje w sobie żyłkę menedżera.

Spektakl Teatru Miejskiego reżyseruje kojarzony dotąd przede wszystkim z filmem Andrzej Mańkowski, który nie raz już jednak flirtował z teatrem (…)
Głównym pomysłem Mańkowskiego jest rozpisanie monologu Sammy’ego na cztery postaci. Dziewczyna Sammy’ego Patsy (Dorota Lulka) to rola niemal całkowicie niedramatyczna, budowana jedynie kolejnymi piosenkami o miłości („Over the Rainbow”, „Sunny”, „Woman in Love”), w których aktorka przemyca jednak silne napięcie i niepokój.

Prawdziwą inscenizacyjną perełką pozostają za to dwaj Jockerzy – Joe i John (Maciej Wizner i Szymon Sędrowski), czyli m.in. komentatorzy radiowi, artyści Boney M. czy beznamiętni mafiozi. Pojawiają się zawsze w ten sam sposób, „za oknem” kamienicy, z którego widać słynny Big Ben. Za roll up’em z obrazkiem z Londynu Joe i John pojawiają się co jakiś czas, każdorazowo ożywiając akcję przedstawienia (ciekawa, kreślona pomysłowymi rekwizytami, umowna scenografia Sabiny Czupryńskiej).

Głównym bohaterem jest jednak on. Dwojący się i trojący Sammy, który za wszelką cenę usiłuję zdobyć brakujące pieniądze, bo wie, że z mafią nie ma żartów. Grający tytułowego bohatera Rafał Kowal ma karkołomne zadanie, by przedrzeć się przez potężny tekst i nakreślić wiarygodnie absurdalne przygody bohatera (…) w spektaklu Miejskiego Sammy grany jest na serio, psychologicznie, przez co spektakl przypomina nieco realizacje sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat. To solidny, tradycyjny, nieco staroświecki teatr, choć ciekawie urozmaicony (role Lulki, Wiznera i Sędrowskiego), to wciąż bardzo klasyczny. Kowal (…) w roli Sammy’ego czuje się dużo pewniej i od początku budzi sympatię. Bo Sammy to poczciwy, niezbyt udany artysta, który nagle zmuszony podjąć jest walkę o przetrwanie.

Z pewnością warto pokibicować mu w tej rozgrywce. (…)